Top
zamach_Londyn_22_03_2017

Zamach w Londynie. Czy boję się tu mieszkać?

22 marca 2017. Dla wielu osób normalny dzień. Wstają rano, idą do pracy. Myślą o tym co zjedzą na obiad. Jaką bajkę dzisiaj przeczytają dziecku do snu. Żyją.

Aż nagle dzieje się coś strasznego. Zamach w Londynie.

Kilka osób nie żyje. Kilkadziesiąt jest rannych. Ojciec 5-letniej dziewczynki już nigdy nie powie jej, że jest jego małą księżniczką. Mama dwóch małych córeczek już nie powie im jak bardzo je kocha. Inny mężczyzna już nie będzie mógł przytulić swojej żony, z którą właśnie obchodził 25. rocznicę ślubu.

 

Właściwie nie chciałam poruszać na moim blogu o tym co się wczoraj wydarzyło. Wolałam nie wprowadzać tutaj negatywnej atmosfery. Ale stwierdziłam, że poniekąd ten temat dotyczy też mnie, bo mieszkam w Londynie. I to całkiem niedaleko przedwczorajszego zamachu. Bo jedyne 14 kilometrów.

To co się wydarzyło, dotarło do mnie dopiero po czasie. Dotarło również do mnie to, że żyję w niebezpiecznym mieście.

 

Wydarzenia przy Westminster

Westminster jest dzielnicą typowo turystyczną, więc to co się tam wydarzyło mogło spotkać każdego z nas. To był tylko przypadek, że akurat tamtędy nie przechodziłam. Że mój narzeczony akurat był jeszcze w pracy. Kilometr od Pałacu Westminsterskiego. Że nikt z Was nie zdecydował się w tym momencie pozwiedzać tej strony Londynu. To był jeden wielki przypadek.

Teraz, gdy o tym myślę, uświadamiam sobie, że to się wydarzyło tak blisko mnie. Że mieszkając w Londynie jest inaczej, niż w Polsce. Bo tu faktycznie dzieją się rzeczy, które do tej pory oglądałam tylko w telewizji.

Najpierw potrąceni ludzie przez samochód, zaraz potem zadźgany policjant. A to wszystko za sprawą głupiej ideologii. Bo ktoś sobie wymyślił, że tak ma być. Że to jest dobre. Ale to nie jest dobre, to jest chore. To nie religia, to choroba.

 

Inne wydarzenia

Później zaczęłam myśleć o innych rzeczach, których byłam świadkiem w Londynie. I nagle przypomniało mi się, że to właśnie tutaj, w Londynie, zobaczyłam pierwszego w życiu złodzieja. Wybiegł ze sklepu na najbardziej turystycznej ulicy Oxford Street. Nikt nawet nie zdążył zareagować. A nawet jakby zdążył to nie wiadomo czy byłoby warto. Nie masz pewności kim jest ten człowiek i do czego jest zdolny.

A swoją drogą, sam złodziej miał dużo szczęścia. Wybiegł na ulicę i nawet nie spojrzał czy nie nadjeżdżał żaden samochód. Ryzykował wszystkim dla rzeczy. Dla przedmiotu.

I kolejna historia. Co roku, w Londynie organizowany jest karnawał w dzielnicy Nottingh Hill. Ludzie się zbierają, piją, tańczą. Odbywają się parady. Wszyscy są uśmiechnięci, kolorowo ubrani. I mimo tłoku na ulicy, wszyscy się cieszą i dobrze bawią.

Rok temu byłam na takim karnawale. Bawiłam się tak samo dobrze jak inni. Dopiero na drugi dzień dowiedziałam się o nożownikach, którzy tam wtedy byli. Że właśnie o tej samej porze i w tym samym miejscu, 5 osób zostało zaatakowanych nożem. A łącznie ponad 50 osób zostało zatrzymanych za posiadanie ostrych narzędzi.

Jedno wiem na pewno. Więcej nie pójdę na tego typu zabawę.

 

Codzienność

Takie zdarzenia, mniejsze lub większe mają miejsce od czasu do czasu w Londynie. Ale czy to oznacza, że przez to ludzie przestaną wychodzić na ulicę? Że przestaną żyć tak jak wcześniej?

Czy w moim życiu zmieniło się coś po tym co się wydarzyło w środę? I czy czuję się przez to bardziej niebezpiecznie? Wydaje mi się, że nie.

Staram się myśleć o tym, że jeśli coś ma mi się stać, to się stanie. Tu, czy gdziekolwiek indziej. Londyn jest też najbardziej „okamerowanym” miastem na świecie. Co daje poniekąd większe poczucie bezpieczeństwa. Złudne bądź nie. Zawsze to coś.

Mieszkam też w bardzo spokojnej dzielnicy. I nigdy nie czułam się niebezpiecznie wracając sama wieczorem do domu. Nigdy nie miałam powodów, żeby się tu czegoś bać. Ani przez to, że jestem kobietą, ani przez to, że jestem Polką.

Myślę, że to tylko i wyłącznie, dzięki mojemu szczęściu, nie miałam nigdy sytuacji, które zagrażałyby mojemu życiu. Ale wiem, że przez to gdzie mieszkam, mogą mnie one spotkać, w każdej chwili.

Przerażające jest to, że mieszkając w dużych miastach musimy się bać o swoje życie dwa razy bardziej. O życie, które i tak jest wystarczająco kruche. A tu, w Londynie? Tu jadąc metrem, to może być Twoja ostatnia podróż. Zwiedzając Westminster to może być ostatnie miejsce w Twoim życiu, które zobaczysz. Obchodząc rocznicę ślubu, to może być Twoja ostatnia rocznica.

Może Cię również zainteresować

9 komentarzy
  • Magda | eatmedrinkme.pl

    Doskonale rozumiem, o czym piszesz. Są różne niebezpieczne sytuacje, które zdarzają się gdzieś obok nas i nawet, jeśli dowiadujemy się o nich po fakcie, to (przynajmniej mi) włącza się takie myślenie, co gdyby to spotkało mnie.

    No gdyby spotkało to już nie mielibyśmy o czym myśleć i patrzylibyśmy na świat z drugiej strony :)
    I zamiast się smucić i rozpaczać nad tym, na co nie mam wpływu, wolę cieszyć się z tego, co mam – jestem milsza dla chłopaka, zadzwonię do mamy, posprzątam w domu i nawet cieszy mnie, że mogę sobie posprzątać :) Wszystko mnie wtedy cieszy! :)

    24 marca, 2017 at 8:47 pm Odpowiedz
    • Sara Korzeniec

      Też tak mam! Czasem zdarza mi się zastanowić się głębiej nad pewnymi rzeczami i moje nastawienie do świata i przede wszystkim do ludzi się zmienia. Od razu jakoś tak lepiej mi się na wszystko patrzy, bo uświadamiam sobie, że jeszcze mogę być tego cząstką :)

      25 marca, 2017 at 10:34 pm Odpowiedz
  • Magda Hurko | ekopozytywna

    Życie jest niebezpieczne. Ja wiem, że zamachy terrorystyczne są szczególnie okropne, ale czy inne wypadki lub ataki nie są również straszne? Możesz spaść lecąc samolotem, albo rozbić się w wypadku samochodowym. Ktoś może Cię zaatakować, gdy będziesz wracała do domu. Ale życie w strachu nie ma najmniejszego sensu – czy mieszkasz w Londynie, czy w Warszawie, czy w małej szwedzkiej mieścince.
    Nie daj się temu, nie myśl „mieszkając w dużych miastach, musimy się bać o swoje życie dwa razy bardziej”. Bez sensu. Żyj, ciesz się tym, że żyjesz w pięknym mieście i masz piękne przeżycia. Któreś z nich w końcu i tak będzie ostatnie. Nie warto o tym myśleć. :)

    25 marca, 2017 at 6:10 pm Odpowiedz
    • Sara Korzeniec

      Masz rację :) staram się na co dzień o tym nie myśleć. Taka refleksja mnie naszła akurat po tych wydarzeniach.

      25 marca, 2017 at 10:39 pm Odpowiedz
  • Olga Nina

    Ja mieszkam w Madrycie i rzecz jasna przejęłam się zamachami (chyba zaczęłam sobie zdawać sprawę od tego w Paryżu, w listopadzie 2015, pewnie jak większość). Ale Hiszpanie żyją jak zawsze. Bo od zawsze mieli u siebie terroryzm.

    Przez kilkadziesiąt lat musieli znosić takie wiadomości, które często pojawiały się w telewizji, że ktoś (ETA – separatystyczna organizacja terrorystyczna) podłożył gdzieś bombę, wysadził samochód, itp. Ginęło wiele osób, na dodatek w ramach jednego kraju!

    Hiszpanie zabijali Hiszpanów. Nie w imię religii, ale ideologii. Wszystko jedno, to po prostu terroryzm. To musiało być okropne, ale też utwardziło im tyłki. Żaden Hiszpan teraz nie powie „nie pójdę na imprezę karnawałową, bo coś mi się może stać”. Oni po prostu żyją chwilą obecną, nie boją się życia.

    Zawsze wychodząc z domu trzeba mieć na uwadze, że to może być nasz ostatni dzień, czy to przez terrorystów, czy to przez jakiś wypadek czy zatrzymanie krążenia, nie ma co się tym jednak zamartwiać, bo będziemy żyć w strachu… A nie o to w życiu chodzi.

    25 marca, 2017 at 7:11 pm Odpowiedz
  • Maya Maya Miell

    Niby duze miasta sa niebezpieczniejsze, musimy jednak myslec pozytywnie i nie dac sie zwariowac…

    28 marca, 2017 at 9:14 am Odpowiedz
  • hrwdomu.pl

    Hmm może to głupio zabrzmi ale ja mam jakoś małe poczucie bezpieczeństwa. Mieliśmy w tym roku rodzinnie pojechać na wycieczkę do Paryża, ale kurde głupie to – ale nie pojedziemy. Jednak nie chcemy, po zamachach właściwie nigdzie człowiek nie czuje się bezpiecznie i mówiąc krótko sami sobie szkodzimy bo o to chodzi terrorystą… a z drugiej strony do Sopotu pojechaliśmy a tam idiota tez autem po moniaku jeździł….

    9 kwietnia, 2017 at 10:45 pm Odpowiedz
    • Sara Korzeniec

      To prawda, a ostatnio nawet coraz więcej się słyszy o tego typu sytuacjach.

      10 kwietnia, 2017 at 1:12 pm Odpowiedz

Skomentuj